Niech Moc Będzie z Tobą

Wyruszyli na Alderaan i choć nigdy tam nie dotarli, to ta podróż zmieniła zupełnie ich życie...
Zapraszam na moją podróż na Alderaan. Ona także wiedzie przez różne dziwne miejsca we wszechświecie. Wiedzie przez piękne choć czasem dziwne i trudne przyjaźnie, a przede wszystkim uczy odkrywać Prawdziwą Moc w człowieku i świecie. I ciągle doświadcza jak nie ulec ciemnej stronie mocy tego świata.

piątek, 5 października 2018

Lauren Daigle i "You Say"

Ta piosenka chodzi za mną już 2 miesiące i mam nadzieję, że tak będzie do końca życia 😍
A od dziś niech też chodzi za wami 😏
Teraz już nie wiem kto jest lepszy Adele czy Lauren Daigle? - You Say 


poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Dziennik pokładowy Sokoła Millenium

Ciekawostka dla tych co lubią chodzić z głową w chmurach i choć powinna być gdzieś na Tasmanii, to dziś siedząc pod kocykiem, szperałam w necie i tak natknęłam się na zdjęcia Aj-Petri.
Aj-Petri to jeden z wyższych szczytów Gór Krymskich o wysokości 1234 m n.p.m. (czyli jak nasz Mt. Wellington). Jego nazwa pochodzi z języka greckiego i oznacza górę Świętego Piotra (Άγιος Πέτρος) i jest on najbardziej wietrznym miejscem na Krymie (rozumię, że wieje tam tak jak na hobardzkim Wellingtonie 😉)  
Moją ciekawość wzbudził krzyż na jego szczycie. Pierwsze to zaskoczenie, że w ogóle tam jest, a druga zagadka to dlaczego nie jest prawosławny, tylko taki nasz - zachodni. Szperanie zaczęło mieć więc kierunek, przy okazji oglądając piękne zdjęcia Aj-Petri, aż znalazłam jakże banalne wytłumaczenie. Za wzniesienie krzyża zapłacili podobno włoscy filmowcy, po to, aby Ai-Petri zagrał jeden ze szwajcarskich szczytów. „Zapomnieli” jednak zapłacić za jego zdjęcie i tak już został do dnia dzisiejszego. Net jednak nie ma pojęcia kto i kiedy wyrył na nim rosyjskie "Спаси и Сохрани" - Ratuj i Chroń.
No, ale to pewnie historia na inne poszukiwania. A zdjęcia piękne, nieprawdaż?





piątek, 17 sierpnia 2018

Św. Jacek in the middle of nowhere

Jest takie zapomniane przez świat miasteczko w Zachodniej Australii, nazywa się Yalgoo, co w języku lokalnych aborygenów ma oznaczać krew. Ma ponoć aż 164 mieszkańców i stację kolejową. Ma też kaplicę św. Jacka.
Historia Yalgoo zaczęła się ok. 1890 roku. Wtedy do kilku rozsianych po okolicy rodzin hodowców owiec dołączyli poszukiwacze złota. Część z nich została i tak w 650 osobowym miasteczku w 1920 roku, na potrzeby lokalnej wspólnoty i pracujących tu sióstr Dominikanek, ks. John Hawes zaprojektował kamienno-drewnianą kaplicę św. Jacka, czyli Chapel of St Hyacinth.
Po wojnie miasteczko podupadło, zamknięto i rozebrano szkołę, wyludniające się Yalgoo opuściły Dominikanki.
Dziś jest w Yalgoo mała szkoła, basen i caravan park dla tych, którzy chcą odkryć australijski outback takim jakim jest. I jest św. Jacek. Został tu i dziś jest małą perełką i wizytówką tej rozpalonej słońcem, krwawo-czerwonej ziemi. Zresztą oceńcie sami...




poniedziałek, 2 lipca 2018

Gdy na urlopie za dużo TV

Biblijna refleksja, w połowie urlopu w Polsce, prosto z Pawłowego listu do Efezjan
" Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce! Ani nie dawajcie miejsca diabłu! ... 
... Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważenie - wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni! Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg nam przebaczył w Chrystusie.
I jeszcze mały cytat jednego z największych twórcow naszej Niepodleglości, dla tych którzy dziś mają o tę Niepodległą dbać: